No czesc laseczki. Ostatnio tylko przelotem tutaj jestem :P
Po ostatniej notce tego dnia juz nic nie zjadlam. Wczoraj sniadania nie zjadlam, na obiad byla zupa jakies 150 kcal, a na kolacje o 18 zjadlam sucharka z czymstam 50 kcal i szklanke zupy ktora zostala, jakies 50 kcal tez. Dzisiaj... sniadanie nie zjadlam bo zaspalam do szkoly... jak to ja, na obiad kawalek gotowanego kurczaka i pare kawalkow ogorka. Na kolacje nic bo poszlam do kumpla i sie zasiedialam, bylam juz po 19 w domu. No nic, pije czerwona herbate, i wogole o tym nie mysle. O niczym praktycznie, wylaczona jetem. O o O .... Pusto w mej glowie.
Acha no i wczoraj na wadze bylo 84.7 MAMA MIA.... Szybko zleci do 80, a co, postaram sie. Potem juz pomalu pomalu...
Chcecie kawalek z ksiazki :P ?? Napewno tak ^^
Kiedys po szkole wpadla do mnie wlasnie Paulina. Nie zdazyla jeszcze dobrze zamknac drzwi, a ja juz pedzilam do kuchni. Postanowilam porzadnie zadbac o jej brzuch. Nie moglam przeciez poczestowac ja kompotem i paluszkami. O goscia trzeba dbac, a o kuzynke tym bardziej! Stanelo na nelesnikach. Przy nich moglam sie wyzyc! Ladowalm w nie tyle kalorii, ile tylko sie dalo.
Nadzienie: oczywiscie tlusty twarog z trzydziestoprocentowa smietana! Na wierzch: karmelowy syrop i wiorki czekoladowe! Calosc podgrzalam raz jeszcze na masle (oczywiscie nie LIGHT) i z satysfakcja nalozylam kope nalesnikow na talerz.
Widzac potem, jak siostra ze smakiem palaszuje te wielka bombe kaloryczna, sama czulam sie lepiej. Bylam o polowe lzejsza. Mialam wrazenie, ze im bardziej jej idzie w boki, tym mnie -dla odmiany- ubywa. Zawsze bylo tak samo -niewazne, czy to kuzynka, kolezanka czy mama- tuczylam wszystkich dla wlasnego lepszego samopoczucia. Anoreksja brala gore nad lojalnoscia wobec bliskich.
Byl jeszcze jeden powod, dla ktorego kochalam przygotowywac potrawy -najadalam sie wtedy oczami! Nic sie od tamtego czasu nie zmienilo. Teraz takze karmilam zmysly bez wypychania ciala. Wachalam, dotykalam, podziwialam... To najbardziej uchodzace na sucho obzarstwo na swiecie -organoleptyczne pochlanianie posilkow umozliwiajace zachowanie lekkosci ciala i zapewniajace doskonaly nastroj.
Dzisiaj Paulina wpadla na oddzia lusmiechnieta jak zawsze od ucha do ucha. Z ogromna zyczliwoscia przywitala mnie, biedna chora. Ona nigdy nie wyczula moim podlych intryg w stosunku do swojej osoby i chyba nadal mnie lubila. Ja ja juz jednak nieco mniej, szczegolnie gdy na samym wstepie zauwazylam slady zbrodni na jej twarzy... Bylam przekonana, ze Paulina tuz przed wejsciem na (anorektyczny!) oddzial zjadla wuzetke z bita smietana. Moj sokoli wzrok od razu wychwycil resztki kremu na jej nosie. Jedno spojrzenie, jedna mysl o pysznym i kalorycznym ciastku, a juz bylam wsciekla na kuzynke. Jakim prawem ona zjadla ?! Przeciez byla taka gruba! Jej nogi to serdelki, brzuch wylewal sie na wszystkie strony!
Thursday, 17 January 2013
Tuesday, 15 January 2013
hej :$
Hej dziewczyny. W koncu zebralam sie na odwage i tutaj weszlam. Nie bylo mnie ze 2 tygodnie... poprostu bylam jak w transie. Jedzeniowym transie. Tylko jedzenie sie liczylo. To jest okropne jak choroba. Uzaleznienie.
Jestem rozdwojona, jest mnie dwie. Jedna ktora sie nienawidzi i nienawidzi jedzenia. I druga, bardziej skaplikowana, uzalezniona od jedzenia, mysle o nim 24h na dobe.
Oczywiscie przytylam, tego juz pisac nie musze. Jutro sie zwaze, od ostatniej notki nie stalam na wadze.
Probowalam jesc wiecej, wazyc sie mniej. Pierwszego dnia bylo okej, drugiego juz nie okej... trzeciego juz wymiotowalam. Od tamtego czasu nie jem, wpierdalam. Byle co, byle duzo. Potem bylo juz tak ze jadlam, rzygalam, jadlam rzygalam... potem juz nie rzygalam, tylko jadlam. Wiecej wiecej wiecej.
Przybylo tluszczyku, oj przybylo.
Musze tu wrocic, musze wziasc sie w garsc i wrocic. Musze schudnac, musze, musze. Ale nie potrafie.
Zaraz pochodze po waszych blogach, wpadne po troche sily... wpadne po jakies pomysly na zycie... moje jest puste. A raczej tluste.
Musze zaczac od jakiejs glodowki, inaczej nie dam rady. Albo kategorycznie sobie nie pozwole na jedzenie, albo nic z tego nie bedzie. Zrobie po swojemu.. tylko jeszcze nie wiem kiedy. Kiedy bede na tyle silna zeby w koncu powiedziec sobie, nie!
Co ja robie... boze.
Jestem rozdwojona, jest mnie dwie. Jedna ktora sie nienawidzi i nienawidzi jedzenia. I druga, bardziej skaplikowana, uzalezniona od jedzenia, mysle o nim 24h na dobe.
Oczywiscie przytylam, tego juz pisac nie musze. Jutro sie zwaze, od ostatniej notki nie stalam na wadze.
Probowalam jesc wiecej, wazyc sie mniej. Pierwszego dnia bylo okej, drugiego juz nie okej... trzeciego juz wymiotowalam. Od tamtego czasu nie jem, wpierdalam. Byle co, byle duzo. Potem bylo juz tak ze jadlam, rzygalam, jadlam rzygalam... potem juz nie rzygalam, tylko jadlam. Wiecej wiecej wiecej.
Przybylo tluszczyku, oj przybylo.
Musze tu wrocic, musze wziasc sie w garsc i wrocic. Musze schudnac, musze, musze. Ale nie potrafie.
Zaraz pochodze po waszych blogach, wpadne po troche sily... wpadne po jakies pomysly na zycie... moje jest puste. A raczej tluste.
Musze zaczac od jakiejs glodowki, inaczej nie dam rady. Albo kategorycznie sobie nie pozwole na jedzenie, albo nic z tego nie bedzie. Zrobie po swojemu.. tylko jeszcze nie wiem kiedy. Kiedy bede na tyle silna zeby w koncu powiedziec sobie, nie!
Co ja robie... boze.
Saturday, 29 December 2012
Chuj z tym wszystkim.
No i gowno !!! Wczoraj nic nie zjadlam po 18:30, bylo 400 kcal. Zoladek zapchalam bulionem... i co ?... Dzisiaj na wadze 79.9
NO KURWA MAC !!! ... Od czego ja tyje ? od 400 kcal ?... to moze od kurwa powietrza ?! ...
Juz mam tego wszystkiego dosc. Jak widac, albo zle jem, albo zle rzeczy. Albo nie powinnam byla nic pic tez po 18:30.
Pozatym odkrylam wczoraj wieczorem ze za kazdym razem jak ten pierdolony kwadrat wlacze, to inny numerek. Wczoraj. Bo dzisiaj sie uparla na te pierdolone 80 kilosow ! (bez 100gram)..
Miala byc motywacja jak przytyje... ale co to kurwa za motywacja, jak nie zawalasz, skrecasz sie wieczorami z glodu, a codziennie na wadze wiecej. No kurwa... Az mi sie plakac chce.
Juz mnie nic nie obchodzi. Jak zostane sama w domu, to sie na tym wszystkim zemszcze, i chuj.
Ide wpierdolic sniadanie. Trzmajcie sie ^^
Jak cos potem dodam edita, z kawalkiem ksiazki dla was.
NO KURWA MAC !!! ... Od czego ja tyje ? od 400 kcal ?... to moze od kurwa powietrza ?! ...
Juz mam tego wszystkiego dosc. Jak widac, albo zle jem, albo zle rzeczy. Albo nie powinnam byla nic pic tez po 18:30.
Pozatym odkrylam wczoraj wieczorem ze za kazdym razem jak ten pierdolony kwadrat wlacze, to inny numerek. Wczoraj. Bo dzisiaj sie uparla na te pierdolone 80 kilosow ! (bez 100gram)..
Miala byc motywacja jak przytyje... ale co to kurwa za motywacja, jak nie zawalasz, skrecasz sie wieczorami z glodu, a codziennie na wadze wiecej. No kurwa... Az mi sie plakac chce.
Juz mnie nic nie obchodzi. Jak zostane sama w domu, to sie na tym wszystkim zemszcze, i chuj.
Ide wpierdolic sniadanie. Trzmajcie sie ^^
Jak cos potem dodam edita, z kawalkiem ksiazki dla was.
Friday, 28 December 2012
Nie wiem ile ważę :(
Dzisiaj sie nie zwazylam... bo spalam u ojca.... i nie wiem ile waze! ... Powinno byc dobrze bo wczoraj zapomnialam (!) - JA, zapomnialam- zjesc kolacji. Tego wafla z czekolada, czyli 90 kcal mniej :D xD
Dzisiaj bylo wiecej kcal, nie powiem, bo na sniadanie przesadzilam... Ale glodna kurwa teraz jestem. A mama przyniosla do domu ciasto karmelowe!! WHY?! Dlaczego ona mi to robi?! Otworzylam pudelko i wachalam przez 5 minut. Jak sie "najadlam" to poszlam do pokoju napisac notke, bo chyba bym zwariowala. Masakra.
Na sniadanie: 2 kromki ciemngo chleba 170 kcal, z szynka - zaokraglam do 200- i goracy kubek 90 kcal.
Na obiado kolacje o 17: kromke z ciemego chleba 85 kcal, i salata... zaokraglam wszystko do 400 kcal.
A marzy mi sie zupka chinska... albo to ciasto... albo kurwa nawet sucha trawe... Poprostu jestem glodna.
Ide popykac w LoL'a, czas jakos minie, i lulu. Jutro sie zwaze wiec albo motywacja bo wiecej, albo motywacja bo stoi, albo motywacja ze spadlo. xDDD Motywuje sie samym wazeniem :P
Do jutra piekne ^^
Kawaleczek z ksiazki, dzisiaj krotki...
Kiedyś wydawało mi się, ze guma do żucia tuczy. Nawet ta bez cukru. Unikałam jej z założenia. Ewentualnie traktowałam jako posiłek. Żułam na przykład na podwieczorek. Podobnie myślałam o tabletkach. W moim przekonaniu tez tuczyły! Pigułki miały przecież te swoje kilka kalorii! Nie chciałam więc słyszeć o żadnych witaminach poprawiających jakość moim nadszarpniętych anoreksja paznokci, włosów czy cery!
Dzisiaj bylo wiecej kcal, nie powiem, bo na sniadanie przesadzilam... Ale glodna kurwa teraz jestem. A mama przyniosla do domu ciasto karmelowe!! WHY?! Dlaczego ona mi to robi?! Otworzylam pudelko i wachalam przez 5 minut. Jak sie "najadlam" to poszlam do pokoju napisac notke, bo chyba bym zwariowala. Masakra.
Na sniadanie: 2 kromki ciemngo chleba 170 kcal, z szynka - zaokraglam do 200- i goracy kubek 90 kcal.
Na obiado kolacje o 17: kromke z ciemego chleba 85 kcal, i salata... zaokraglam wszystko do 400 kcal.
A marzy mi sie zupka chinska... albo to ciasto... albo kurwa nawet sucha trawe... Poprostu jestem glodna.
Ide popykac w LoL'a, czas jakos minie, i lulu. Jutro sie zwaze wiec albo motywacja bo wiecej, albo motywacja bo stoi, albo motywacja ze spadlo. xDDD Motywuje sie samym wazeniem :P
Do jutra piekne ^^
Kawaleczek z ksiazki, dzisiaj krotki...
Kiedyś wydawało mi się, ze guma do żucia tuczy. Nawet ta bez cukru. Unikałam jej z założenia. Ewentualnie traktowałam jako posiłek. Żułam na przykład na podwieczorek. Podobnie myślałam o tabletkach. W moim przekonaniu tez tuczyły! Pigułki miały przecież te swoje kilka kalorii! Nie chciałam więc słyszeć o żadnych witaminach poprawiających jakość moim nadszarpniętych anoreksja paznokci, włosów czy cery!
Thursday, 27 December 2012
Dzieki
Dzieki laski. Juz wiem ze SGD nie dla mnie. Dla mnie ABC. xDDD Pozatym ja ogolnie to jem owoce i warzywa... jak mam nie liczyc tych kalorii ? NEVER !
Dzisiaj na sniadanie: 2 kromi ciemnego chleba 85kcal kazda, z plasterkiem szynki... jakies 200 kcal.
Na obiad: Szpinak z cebulka ^^ 150 gram, 70 kcal !! :D:D:D
Kolacja: wafel ryzowy z czekolada 90 kcal.
Razem 360 kcal. :D:D:D:DD I tak wlasnie wyglada moje jedzenie wiecej xDDD
Ale na basen nie ide... dzisiaj do ojca na noc. Ha ha, najpierw mnie z domu jego zonusia wypierdolila, a teraz mnie blaga zebym przyszla na noc bo nie ma z kim dzieci zostawic. Pojde, dla dzieci. Moich kochanych, pieknych braciszkow ^^... i niedobrych ;]] To chyba mamy wszyscy po ojcu ha ha xDD
Dzisiaj na wadze 79.2 czyli juz troche odrobilam, jeszcze kilo.
Nic mnie nie boli po basenie. Fack xD... Chcialam poczuc ze cos z tym sadlem robie... ale chuj, musze wrocic do brzuszkow, no i czwiczen jakis, bo ostatnio robilam chyba z 2 tygodnie temu.
No i tyle :)))
Kawaleczek z ksiazki dla was piekne motyleczki, o milion kilo chudsze odemnie ^^
Zapadł wyrok: anoreksja! Kara to szpital z odroczeniem. Jeśli dalej będę dokonywała przestepst na własnym ciele, trafie za szpitalne kraty! Poki co pozostawiono mnie pod kuratela psychologa i psychiatry. U pierwszego miałam się meldować co tydzień, u drugiego - co miesiąc.
Z reguły wyrok zamyka perspektywy, pozbawia szans, nie daje widoków na przyszłość. Jest końcem, a nie początkiem. To standard, ale nie w moim przypadku! Dla mnie wyrok był początkiem wszystkiego: chudego, lepszego ciała; przyjemniejszego, pozbawionego leku patrzenia w lustro; przychylności otoczenia; nowego, lżejszego życia...
Moj wyrok niósł wszystko, co najlepsze, dawał nadzieje na polubienie siebie. Kiedy zapadł, wreszcie mogłam pomyśleć o sobie jak o chudej osobie. Pierwszy raz w życiu. Skoro jakaś wyższa (fachowa) instancja to powiedziała, to chyba rzeczywiście byłam chuda?! Wcześniej tylko o tym marzyłam, teraz w to NAPRAWDĘ uwierzyłam. Anoreksja wydawała mi się obietnica. Zwiastunem szczęścia. Nadzieja. Zapowiedzią nowej mnie. Jeżeli już coś kończyła, to tylko okres niezadowolenia, antypatii, odrazy do siebie.
Może to i dziwne, ale anorektyczek nigdy nie przestraszy widmo śmierci, osteoporozy czy bezdzietności. Nie jedząc, nie myślimy o skutkach ubocznych. Liczy się jedynie to, by być chuda, szalenie chuda, ponieważ to daje poczucie wyjątkowości i tego, ze jesteśmy w stanie zapanować nad własnym organizmem, ze wykonujemy nadludzka rzecz. Stajemy się niezależne, stajemy się paniami samych siebie. Władamy swoim życiem, swoim organizmem, potrafimy się ustawić jak w zegarku. Chudnąc, jesteśmy coraz silniejsze...
Dzisiaj na sniadanie: 2 kromi ciemnego chleba 85kcal kazda, z plasterkiem szynki... jakies 200 kcal.
Na obiad: Szpinak z cebulka ^^ 150 gram, 70 kcal !! :D:D:D
Kolacja: wafel ryzowy z czekolada 90 kcal.
Razem 360 kcal. :D:D:D:DD I tak wlasnie wyglada moje jedzenie wiecej xDDD
Ale na basen nie ide... dzisiaj do ojca na noc. Ha ha, najpierw mnie z domu jego zonusia wypierdolila, a teraz mnie blaga zebym przyszla na noc bo nie ma z kim dzieci zostawic. Pojde, dla dzieci. Moich kochanych, pieknych braciszkow ^^... i niedobrych ;]] To chyba mamy wszyscy po ojcu ha ha xDD
Dzisiaj na wadze 79.2 czyli juz troche odrobilam, jeszcze kilo.
Nic mnie nie boli po basenie. Fack xD... Chcialam poczuc ze cos z tym sadlem robie... ale chuj, musze wrocic do brzuszkow, no i czwiczen jakis, bo ostatnio robilam chyba z 2 tygodnie temu.
No i tyle :)))
Kawaleczek z ksiazki dla was piekne motyleczki, o milion kilo chudsze odemnie ^^
Zapadł wyrok: anoreksja! Kara to szpital z odroczeniem. Jeśli dalej będę dokonywała przestepst na własnym ciele, trafie za szpitalne kraty! Poki co pozostawiono mnie pod kuratela psychologa i psychiatry. U pierwszego miałam się meldować co tydzień, u drugiego - co miesiąc.
Z reguły wyrok zamyka perspektywy, pozbawia szans, nie daje widoków na przyszłość. Jest końcem, a nie początkiem. To standard, ale nie w moim przypadku! Dla mnie wyrok był początkiem wszystkiego: chudego, lepszego ciała; przyjemniejszego, pozbawionego leku patrzenia w lustro; przychylności otoczenia; nowego, lżejszego życia...
Moj wyrok niósł wszystko, co najlepsze, dawał nadzieje na polubienie siebie. Kiedy zapadł, wreszcie mogłam pomyśleć o sobie jak o chudej osobie. Pierwszy raz w życiu. Skoro jakaś wyższa (fachowa) instancja to powiedziała, to chyba rzeczywiście byłam chuda?! Wcześniej tylko o tym marzyłam, teraz w to NAPRAWDĘ uwierzyłam. Anoreksja wydawała mi się obietnica. Zwiastunem szczęścia. Nadzieja. Zapowiedzią nowej mnie. Jeżeli już coś kończyła, to tylko okres niezadowolenia, antypatii, odrazy do siebie.
Może to i dziwne, ale anorektyczek nigdy nie przestraszy widmo śmierci, osteoporozy czy bezdzietności. Nie jedząc, nie myślimy o skutkach ubocznych. Liczy się jedynie to, by być chuda, szalenie chuda, ponieważ to daje poczucie wyjątkowości i tego, ze jesteśmy w stanie zapanować nad własnym organizmem, ze wykonujemy nadludzka rzecz. Stajemy się niezależne, stajemy się paniami samych siebie. Władamy swoim życiem, swoim organizmem, potrafimy się ustawić jak w zegarku. Chudnąc, jesteśmy coraz silniejsze...
Wednesday, 26 December 2012
Stoi.
79.5 Tak, własnie. Waga, po wczorajszym mikroskopijnym bilansiku, stoi. Wiec Oponko, to nie woda, jednak tłuszcz. No problem, we can fix it. Dzisiaj do dziadkow na obiad, wypierdalać (przepraszam ze tak brzydko dzisiaj pisze, ale mam taka ochotę) ... Dziadek: Pierożka zjedz sobie. Ja ze nie, bo ciasto. Dziadek: Zjedz sobie pasztecika. Ja ze nie, bo ciasto. Stanęło na tym ze zjadłam jeden malusieńki kawałeczek rybki (smazona na oleju -.-)... ale tak to skubałam i skubałam, ze nawet nic nie powiedzieli jak zostawiłam ta pieczona skórkę, i pól ryby z ośćmi. xD
Nic wiecej w siebie nie napakowalam. Przeciwnie, jak obiecalam Mini, poszlam na basen. Sama. Jednak wole chodzic z mama, wiecie. Wszyscy patrzyli sie na mnie jak na debilke. "A co tu robi taka gruba foka ?" To wlasnie malowalo sie na ich twarzach kiedy na mnie patrzyli. No masakra. Zrobilam 10 dlugosci zabka, 10 crawlem, 10 na plecach, i 10 z deska, na same nogi.
Mam nadzieje ze jutro wszystko bedzie MOCNO bolalo. Chce tego, potrzebuje tego. Zakwasy for me, please.
Dzisiaj chlopak do mnie z takim tekstem: Uwielbiam twoj tyleczek, juz nie jest taki gruby jak dawniej. Nie wiedzialam czy smiac sie czy plakac.
Jutro zjem wiecej, bo mam taka ochote. :D Kupilam sobie liscie szpinaku, bo uwielbiam robiony po swojemu, i wcale nie kalorycznie :) Ale tez musze uwazac, bo czasami to nie tylko chodzi o kalorie, tez o ilosc. Nie moge wpierdolic 300 gr szpinaku bo zoladek i tak zapcham, a musi byc... nie pusty, ale pelny tez nie.
Wczoraj nie palilam nic zielonego. Final tego byl taki ze nie moglam zasnac. Do 5 rano przewracalam sie w lozku. No masakra. Dzisiaj czeka mnie to samo, bo tez nic nie palilam.
Dzisiaj thinspo nie dam bo... nie mam xD... Nowy laptop, i jeszcze nie buszowalam po necie na nim.
KURWA, zapominam zawse sie sptac : Jaka jest roznica miedzy dieta SGD a dieta ABC ????
I, jaka jest roznica, miedzy plynna, a glodowka ???
KURWA, zapominam zawse sie sptac : Jaka jest roznica miedzy dieta SGD a dieta ABC ????
I, jaka jest roznica, miedzy plynna, a glodowka ???
I jeszcze kawalek z ksiazki, bo wiem ze wam sie podoba, a mnie tez bardzo motywuje.
... Stworzyłam własny, pozornie lepszy świat z jedzeniem na pierwszym miejscu. O nim myślałam, gdy zasypiałam. O nim myślałam, gdy się budziłam. Czasami wydawało mi się, ze zamiast mózgu mam wielki kartofel. Wciąż robiłam nowe postanowienia. Na przykład kiedyś w wakacje pozwoliłam sobie zjeść jedynie dwa lody. Wyjątek mogła stanowić randka. Kto miałby mnie jednak zaprosić? To było sprytne. W końcu nie zjadłam nawet tych dwóch dozwolonych lodów. Puszyłam się z dumy. Okazałam silna wole, dyscyplinę, miałam kontrole nad sobą. Takie trzymanie na baczność swojego żołądka coraz bardziej mi się podobało. Czułam ze panowałam nad tym, co się ze mną dzieje, ze mogłabym zdecydować o wszystkim, co mnie otacza. Myśl, ze przestrzegam diety układanej jak pod nadzorem więziennego klawisza, dodawała mi siły, energii i pewności siebie...
...Za to anoreksja nie opuszczała mnie ani na krok. To ona spędzała ze mną szkolne przerwy, to ona trzymała za rękę w czasie odpowiedzi przy tablicy. Dzięki niej czułam się pewna siebie i nie bałam się innych. Miałam świadomość, ze przy mojej "przyjaciółce od serca" już nie jestem ta grubaska z podstawówki. Robiłam zatem wszystko, by być jeszcze bliżej niej. Ustalanie diet, rozpisywanie posiłków, planowanie i wymierzanie kalorii zajmowało dziewięćdziesiąt procent mojego dnia. Cena, jaka musiałam płacić za ma "bratnia dusze", była wysoka. Z czasem polubiłam nawet te wielogodzinne, anorektyczne rytuały...
...Najgorsza była jednak walka z mama. Ona błyskawicznie zauważyła, ze dzieje się ze mną coś niedobrego i początkowo na sile starała się mi pomoc. Nasz poranny wyścig do kuchni przypomninal zawody na śmierć i życie. Jednocześnie kroiłyśmy chleb (ja byle cieńsze kromki), jednocześnie łapałyśmy za drzwiczki lodówki, by wyjąć jakieś dodatki (ja byle serek light). Ostatecznie zjadałam i tak tylko polowe z przygotowanych kanapek. Ten początkowo niegroźny (ale jak nerwowy!) wyścig zamienił się szybko w ewidentna walkę o życie. Na ringu stanęła mama i anoreksja...
Tuesday, 25 December 2012
I am back :D
Hej dziewczyny !!! :D No wiec mam laptopka już :) Wiec pododawałam WSZYSTKIE blogi do listy :) Jesli o kimś zapomniałam to proszę pisać w komentarzach :))
Jak mówiłam, dzisiaj na wadze 79.5 Wiedziałam, przewidziałam to. Znam swoje ciało i swoja wage.
Wzięłam wczoraj przeczyszczacza i chyba to własnie mnie uratowało od 80.
Tak jak pisało na kwejku "Boże, ale się nażarłam, nie mogę się ruszyć... zjem jeszcze!"
Przesadziłam z tym żarciem .. Wyłączyłam się, nawpierdalałam .. nawet nie wiem po co wymiotowałam chyba zeby jeszcze więcej zmieścić. Czyli, wymazujemy to okropne wspomnienie świąt z pamięci, i zaczynamy od początku :) Zbieram siły na glodoweczke jakąś. Wy macie jakiś plan :) ??
Moja starsza dzisiaj ze: Co ty się wczoraj zajarałaś ze tak jesz ?... Po co pyta, jeśli nie chce wiedzieć ?
Dzisiaj zjadłam 2 sucharki 80 kcal, z łososiem 80 kcal. Na sniadanio-obiad. Na kolacje o 18 zjadłam gorący kubek 80 kcal, i 2 sucharki z szynka. 100 kcal. około 350 kcal.
Dziękuję wszystkim wam, za wsparcie, tęskniło mi sie za blogiem, i za waszymi tez. Jesteście częścią mojego odchudzania, motywacja i wsparciem. Jesteście wielkie i kochane.
Kazda na dietę ma inny pogląd , każda ma inne metody, inne problemy, i inna wagę Ale trzymamy się razem, i to jest najważniejsze. Pokazujemy światu ze możemy, ze jesteśmy silne.
Zostawiam jakieś thinspo, i kawałek z książki, dawno nie było.... xDD
Moje tłuste uda grały pierwszoplanowa role na każdej fotce. Trudno ich było nie zauważyć. To było okropne... Mama zawsze broniła mnie przed złym zdaniem na własny temat. Przeganiała cudze obelgi i moje kompleksy swoim dobrym słowem Gdy płakałam nad zbędnymi kilogramami, ona tłumaczyła ze przy moim wzroście posiadana waga nie odbiega od normy. Nigdy nie powiedziała, ze jestem ZA GRUBA.
Ani razu nie usłyszałam z jej ust takich przygniatających, tęgich slow. Ale nie wierzyłam jej! Wiedziałam swoje. Uważałam ze kłamie w dobrej wierze, ze nie chce kopać lezącego. Nie mogła wbić gwoździa do trumny mojej wiary w siebie. Wiedziała przecież, jak bolą mnie rany zadane ostrzem koleżeńskiego języka. Nie domyślała się jednak, ze zamiast jej pocieszających slow wolałam okrucieństwo przytyków znajomych. Czułam się gruba i chciałam to usłyszeć także od niej. Potrzebowałam potwierdzenia u kogoś kto jest dla mnie ważny. Wtedy miałabym jeszcze silniejsza motywacje, żeby schudnąć. A tak, zamiast spalać kalorie, spalałam się w złości na nią Im bardziej szla w zaparte, tym mocniej byłam na nią wściekła. Wiedziałam przecież, ze mama nie mówi tego, co myśli. Ze jej słowa to kłamstwo. Tak czułam. Wierzyłam w to. Musiałam działać dalej...
"Wodopój" stało się moim drugim imieniem. Od początków odchudzania właściwie niczego innego nie piłam oprócz wody mineralnej. Mogłabym być jej żywą reklama. Byłam jej wierna, bo ma nie tylko właściwości oczyszczające i przyspieszające przemianę materii, ale jest wyjątkowo mało kaloryczna , a do tego zawsze przychodziła mi z pomocą gdy trzeba było oszukać wagę. Inne napoje miały liczne wady. Herbata zmniejszała uczucie głodu, które ja uwielbiałam "mieć przy sobie" . Mleko zawierało za dużo tłuszczu, a soki były zazwyczaj dosładzane Z kolei kawa bez śmietanki i cukru nie smakowała mi, a z taka wkładką stawała się zabójcza energetycznie. W dobie ścisłej diety próbowałam jeszcze herbatek odchudzających które aż milo mobilizowały przemarsz jelitowych wojsk. Woda była jednak bez konkurencyjna. Naturalne źródło życia. Mokra i chuda. Doskonały przyjaciel niedoli w mojej obsesji - jedzeniu.
Jak mówiłam, dzisiaj na wadze 79.5 Wiedziałam, przewidziałam to. Znam swoje ciało i swoja wage.
Wzięłam wczoraj przeczyszczacza i chyba to własnie mnie uratowało od 80.
Tak jak pisało na kwejku "Boże, ale się nażarłam, nie mogę się ruszyć... zjem jeszcze!"
Przesadziłam z tym żarciem .. Wyłączyłam się, nawpierdalałam .. nawet nie wiem po co wymiotowałam chyba zeby jeszcze więcej zmieścić. Czyli, wymazujemy to okropne wspomnienie świąt z pamięci, i zaczynamy od początku :) Zbieram siły na glodoweczke jakąś. Wy macie jakiś plan :) ??
Moja starsza dzisiaj ze: Co ty się wczoraj zajarałaś ze tak jesz ?... Po co pyta, jeśli nie chce wiedzieć ?
Dzisiaj zjadłam 2 sucharki 80 kcal, z łososiem 80 kcal. Na sniadanio-obiad. Na kolacje o 18 zjadłam gorący kubek 80 kcal, i 2 sucharki z szynka. 100 kcal. około 350 kcal.
Dziękuję wszystkim wam, za wsparcie, tęskniło mi sie za blogiem, i za waszymi tez. Jesteście częścią mojego odchudzania, motywacja i wsparciem. Jesteście wielkie i kochane.
Kazda na dietę ma inny pogląd , każda ma inne metody, inne problemy, i inna wagę Ale trzymamy się razem, i to jest najważniejsze. Pokazujemy światu ze możemy, ze jesteśmy silne.
Zostawiam jakieś thinspo, i kawałek z książki, dawno nie było.... xDD
Moje tłuste uda grały pierwszoplanowa role na każdej fotce. Trudno ich było nie zauważyć. To było okropne... Mama zawsze broniła mnie przed złym zdaniem na własny temat. Przeganiała cudze obelgi i moje kompleksy swoim dobrym słowem Gdy płakałam nad zbędnymi kilogramami, ona tłumaczyła ze przy moim wzroście posiadana waga nie odbiega od normy. Nigdy nie powiedziała, ze jestem ZA GRUBA.
Ani razu nie usłyszałam z jej ust takich przygniatających, tęgich slow. Ale nie wierzyłam jej! Wiedziałam swoje. Uważałam ze kłamie w dobrej wierze, ze nie chce kopać lezącego. Nie mogła wbić gwoździa do trumny mojej wiary w siebie. Wiedziała przecież, jak bolą mnie rany zadane ostrzem koleżeńskiego języka. Nie domyślała się jednak, ze zamiast jej pocieszających slow wolałam okrucieństwo przytyków znajomych. Czułam się gruba i chciałam to usłyszeć także od niej. Potrzebowałam potwierdzenia u kogoś kto jest dla mnie ważny. Wtedy miałabym jeszcze silniejsza motywacje, żeby schudnąć. A tak, zamiast spalać kalorie, spalałam się w złości na nią Im bardziej szla w zaparte, tym mocniej byłam na nią wściekła. Wiedziałam przecież, ze mama nie mówi tego, co myśli. Ze jej słowa to kłamstwo. Tak czułam. Wierzyłam w to. Musiałam działać dalej...
"Wodopój" stało się moim drugim imieniem. Od początków odchudzania właściwie niczego innego nie piłam oprócz wody mineralnej. Mogłabym być jej żywą reklama. Byłam jej wierna, bo ma nie tylko właściwości oczyszczające i przyspieszające przemianę materii, ale jest wyjątkowo mało kaloryczna , a do tego zawsze przychodziła mi z pomocą gdy trzeba było oszukać wagę. Inne napoje miały liczne wady. Herbata zmniejszała uczucie głodu, które ja uwielbiałam "mieć przy sobie" . Mleko zawierało za dużo tłuszczu, a soki były zazwyczaj dosładzane Z kolei kawa bez śmietanki i cukru nie smakowała mi, a z taka wkładką stawała się zabójcza energetycznie. W dobie ścisłej diety próbowałam jeszcze herbatek odchudzających które aż milo mobilizowały przemarsz jelitowych wojsk. Woda była jednak bez konkurencyjna. Naturalne źródło życia. Mokra i chuda. Doskonały przyjaciel niedoli w mojej obsesji - jedzeniu.
Subscribe to:
Posts (Atom)












