Monday, 1 April 2013

Wiosna.

Od dzisiaj zaczynam, wracam, gloduje, nie jem, gloduje, nie jem. Schdne w koncu, jakos, nie wiem jak, jakos.

Tuesday, 26 March 2013

Byc czlowiekiem.

Musze tu wrocic !... Musze !! ... Musze znowu poczuc glod, musze poczuc sie piekna.
Przytylam, bardzo, duzo...
Nic mi nie idzie, wszystko zle, mam koszmary po nocach, nie umiem zyc, to nie dla mnie, nie chce.
Boze jaki noob ze mnie, nienawidze siebie. Obiecuje ze wroce, na dniach wroce do was, do diety...


Tuesday, 26 February 2013

Need new power.

Czesc laski. Wczoraj nie bylo zle, przed wczoraj tez nie. Chociaz zaliczylam rzyganie. Ale co tam, chora jestm, mam wymowke. Siedze w domu z grypa, glodem, i okresem. No coz, z nudow chyba bede siedziec czesciej na blogu. Ogladalam tez filmy na temat ^^ " DisFigured " Swietny film, badziej o akceptacji... ale nie wiem, mi sie pdoobal bardzo. I "when friendship kills", typowy o anorektyczce. Ale co tam, przynajmniej ogladam chude ciala, i porownuje do mojego tluszczu. 
Musze schudnac, czuje sie tlusto, i swiniowato, i fujowo. 
Nie wazylam sie dzisiaj, ale nie chce sie tak czesto wazyc na razie, wiec jak bede cos wiedziala to napisze ^^. Buziaki




...Zazwyczaj wydawalo mi sie, z minimalna ilosc pozywienia spowoduje maksymalny wzrost wagi. Mialam silne przekonanie, ze od miligramowej nadwyzki jedzenia moge przytyc do megarozmiarow. Dlatego zawsze kurczowo trzymalam sie swoich schematow. Kazdy okruszek wykraczajacy poza zaplanowana dzienna racje stawal sie bochenkiem rozpychajacym moje cialo. Jeden nadprogramowy gryz mogl wpakowac we mnie kalorie z calej lodowki. Jeden jogurt upodabnial mnie do beczki...

...Pamietam, jaka satysfakcje daje mi to ze chudne. Czulam sie silna, wygrana... 

Monday, 25 February 2013

Food is the enemy

Czesc laseczki. Jestem, nie ma mnie. Znowu jestem, i potem znowu wpadam w ciag. Tak to juz jest ze nawet nie chcialam wchodzic na bloga zeby pisac tylko o porazkach. Nie przytylam jakos mega... na wadze dzisiaj jest 83.8... 
Czuje sie beznadziejnie kiedy jem, o niczym innym nie mysle. Nawet kiedy znajomi sa w domu, to mysle tylko o tym kiedy sobie pojda zeby sie napchac. To jest zalosne. Co ma jedzenie takiego w sobie, ze dla mnie jest tego warte... ? Chociaz probuje sobie wmowic ze nie... 
Od swiat nie mialam sily zeby wrocic... ale ostatnio coraz bardziej zalowalam tej przerwy, tego ze juz nie czuje sie z siebie dumna. 
Drugim powodem jest nowa kumpela, ktora wazy 43kg. Nie moge na nia patrzec, bo widzi zadzrosc w moich oczach... A na dodatek codziennie tylko marudzi ze jest chuda, ze jej mama ja meczy, ze w koncu wpadnie w anoreksje... a mnie zazdrosc pali. 
Czuje sie okropnie niedzy ludzmi, wiec, musze dalej probowac schudnac, miec czyste sumienie, zeby chociaz nie czuc sie jak tlusta swinia... 
Im bardziej waga bedzie leciala w dol, tym czesciej bede wpadac, wiec trzymajcie kciuki ^^ 


Saturday, 9 February 2013

Koniec.

Koniec. Koniec z moim zwiazkiem. Koniec z obzeraniem sie. Koniec z tym kim bylam. Koniec z dawna Gruba Aga. 

Nie wiem jaka jest waga, na dniach napisze. Jakos okropnie w gore nie poszlo. Ale z 8 z przodu. Tesknie za 7 i za niedlugo bedzie. No wiec na razie nie ma zasad, nawet nie nazywam tego dieta. 
Wczoraj zjadlam tylko bulke z czekolada, jakies milion kalorii, ale po wstretnym komentarzu zwymiotowalam, i przed spaniem przeczyszczacza. Dzisiaj nie zjem nic, i chuj. 
Wypelnia mnie zlosc, widac. Nie szkodzi, bedzie lepiej, musi byc. 



Thursday, 17 January 2013

:))

No czesc laseczki. Ostatnio tylko przelotem tutaj jestem :P 
Po ostatniej notce tego dnia juz nic nie zjadlam. Wczoraj sniadania nie zjadlam, na obiad byla zupa jakies 150 kcal, a na kolacje o 18 zjadlam sucharka z czymstam 50 kcal i szklanke zupy ktora zostala, jakies 50 kcal tez. Dzisiaj... sniadanie nie zjadlam bo zaspalam do szkoly... jak to ja, na obiad kawalek gotowanego kurczaka i pare kawalkow ogorka. Na kolacje nic bo poszlam do kumpla i sie zasiedialam, bylam juz po 19 w domu. No nic, pije czerwona herbate, i wogole o tym nie mysle. O niczym praktycznie, wylaczona jetem. O o O .... Pusto w mej glowie. 
Acha no i wczoraj na wadze bylo 84.7 MAMA MIA.... Szybko zleci do 80, a co, postaram sie. Potem juz pomalu pomalu... 
Chcecie kawalek z ksiazki :P ?? Napewno tak ^^


Kiedys po szkole wpadla do mnie wlasnie Paulina. Nie zdazyla jeszcze dobrze zamknac drzwi, a ja juz pedzilam do kuchni. Postanowilam porzadnie zadbac o jej brzuch. Nie moglam przeciez poczestowac ja kompotem i paluszkami. O goscia trzeba dbac, a o kuzynke tym bardziej! Stanelo na nelesnikach. Przy nich moglam sie wyzyc! Ladowalm w nie tyle kalorii, ile tylko sie dalo. 
Nadzienie: oczywiscie tlusty twarog z trzydziestoprocentowa smietana! Na wierzch: karmelowy syrop i wiorki czekoladowe! Calosc podgrzalam raz jeszcze na masle (oczywiscie nie LIGHT) i z satysfakcja nalozylam kope nalesnikow na talerz.
Widzac potem, jak siostra ze smakiem palaszuje te wielka bombe kaloryczna, sama czulam sie lepiej. Bylam o polowe lzejsza. Mialam wrazenie, ze im bardziej jej idzie w boki, tym mnie -dla odmiany- ubywa. Zawsze bylo tak samo -niewazne, czy to kuzynka, kolezanka czy mama- tuczylam wszystkich dla wlasnego lepszego samopoczucia. Anoreksja brala gore nad lojalnoscia wobec bliskich. 
Byl jeszcze jeden powod, dla ktorego kochalam przygotowywac potrawy -najadalam sie wtedy oczami! Nic sie od tamtego czasu nie zmienilo. Teraz takze karmilam zmysly bez wypychania ciala. Wachalam, dotykalam, podziwialam... To najbardziej uchodzace na sucho obzarstwo na swiecie -organoleptyczne pochlanianie posilkow umozliwiajace zachowanie lekkosci ciala i zapewniajace doskonaly nastroj. 
Dzisiaj Paulina wpadla na oddzia lusmiechnieta jak zawsze od ucha do ucha. Z ogromna zyczliwoscia przywitala mnie, biedna chora. Ona nigdy nie wyczula moim podlych intryg w stosunku do swojej osoby i chyba nadal mnie lubila. Ja ja juz jednak nieco mniej, szczegolnie gdy na samym wstepie zauwazylam slady zbrodni na jej twarzy... Bylam przekonana, ze Paulina tuz przed wejsciem na (anorektyczny!) oddzial zjadla wuzetke z bita smietana. Moj sokoli wzrok od razu wychwycil resztki kremu na jej nosie. Jedno spojrzenie, jedna mysl o pysznym i kalorycznym ciastku, a juz bylam wsciekla na kuzynke. Jakim prawem ona zjadla ?! Przeciez byla taka gruba! Jej nogi to serdelki, brzuch wylewal sie na wszystkie strony!

Tuesday, 15 January 2013

hej :$

Hej dziewczyny. W koncu zebralam sie na odwage i tutaj weszlam. Nie bylo mnie ze 2 tygodnie... poprostu bylam jak w transie. Jedzeniowym transie. Tylko jedzenie sie liczylo. To jest okropne jak choroba. Uzaleznienie. 
Jestem rozdwojona, jest mnie dwie. Jedna ktora sie nienawidzi i nienawidzi jedzenia. I druga, bardziej skaplikowana, uzalezniona od jedzenia, mysle o nim 24h na dobe. 
Oczywiscie przytylam, tego juz pisac nie musze. Jutro sie zwaze, od ostatniej notki nie stalam na wadze. 
Probowalam jesc wiecej, wazyc sie mniej. Pierwszego dnia bylo okej, drugiego juz nie okej... trzeciego juz wymiotowalam. Od tamtego czasu nie jem, wpierdalam. Byle co, byle duzo. Potem bylo juz tak ze jadlam, rzygalam, jadlam rzygalam... potem juz nie rzygalam, tylko jadlam. Wiecej wiecej wiecej.
Przybylo tluszczyku, oj przybylo. 
Musze tu wrocic, musze wziasc sie w garsc i wrocic. Musze schudnac, musze, musze. Ale nie potrafie. 
Zaraz pochodze po waszych blogach, wpadne po troche sily... wpadne po jakies pomysly na zycie... moje jest puste. A raczej tluste. 
Musze zaczac od jakiejs glodowki, inaczej nie dam rady. Albo kategorycznie sobie nie pozwole na jedzenie, albo nic z tego nie bedzie. Zrobie po swojemu.. tylko jeszcze nie wiem kiedy. Kiedy bede na tyle silna zeby w koncu powiedziec sobie, nie!
Co ja robie... boze.